Flight sharing, czyli współdzielenie lotu

flight-sharingOstatni artykuł o planach wejścia Ubera w lotnictwo wywołał ciekawą dyskusję, którą warto pociągnąć. Wiedziałem, że w Polsce funkcjonuje coś w rodzaju flight sharingu, ale nie znałem konkretnych przykładów – na szczęście trafiłem na www.timebros.pl. Na tej stronie piloci podają swoje planowane loty i oferują możliwość zabrania pasażerów w zamian za współudział w kosztach podróży. Ale po kolei.

Czym jest flight sharing?

Dzielenie lotu. Bardziej precyzyjnie dzielenie się kosztami lotu. Założenie genialne w swojej prostocie – przecież skoro lecę Cessną 172 z Warszawy do Szczecina to dlaczego mam wieźć 3 puste miejsca? Jeżeli uda mi się skompletować 3 dodatkowe osoby, i podzielą się one ze mną kosztami paliwa i resursu samolotu, to wszyscy będą zadowoleni. Coś jak BlaBlaCar, tylko w powietrzu.

No właśnie to powietrze jest kluczowe – nie wiem, czy jest inna dziedzina życia (transportu na pewno nie), która jest tak szczegółowo regulowana przepisami. Żeby legalnie przewieźć pasażera, musisz spełnić szereg wymogów – dotyczy to certyfikatu AOC, koncesji, CAMO, pilotów z odpowiednimi uprawnieniami, masy dokumentacji, regulacji czasu pracy itp. Do zrobienia, ale tylko, jeżeli masz popyt na usługi – w przeciwnym wypadku dołożysz do interesu. A czy mogę tak bez papierów przewieźć kogoś tak, żeby zarobić? Tak, możesz przewieźć, ale nie możesz zarobić. Oczywiście nie musisz tego robić na zasadzie wolontariatu, o czym niżej.

Flight sharing w przepisach

Flight sharing został uregulowany w Rozporządzeniu Komisji (UE) 379/2014. Zgodnie przepisami tam zawartymi dopuszczalne jest odstępstwo od przepisów regulujących przewóz lotniczy (AOC) dla lotów, w których partycypują osoby fizyczne. Warunkiem jest udział w bezpośrednich kosztach lotu wszystkich osób znajdujących się na pokładzie statku powietrznego, przy czym tych osób nie może być więcej niż 6.

Jest to jasne i proste dopuszczenie do flight sharingu – dla takich operacji stosuje się Załącznik VII do Rozporządzenia 965/2012, czyli PART-NCO (operacje niezarobkowe przy wykorzystaniu nieskomplikowanych statków powietrznych. Przede wszystkim zaś nie będzie to przewóz lotniczy czyli ogromne ułatwienie dla operatora statku powietrznego.

Ale żeby latać zgodnie z tymi przepisami, musisz stosować się do poniższych zasad:

  • Dla każdego lotu powinien być sporządzony rachunek kosztów bezpośrednich;
  • W koszty bezpośrednie wchodzą: paliwo, opłaty lotniskowe, koszty najmu samolotu. Nie będzie można wrzucić tu kosztów obsługi, utrzymania zdatności do lotu – EASA wydała GM (materiały doradcze) do tych przepisów i rozdzieliła direct cost (czyli koszt bezpośredni) od annual cost (koszt roczny – np. CAMO);
  • Tak obliczony rachunek dzielimy między wszystkie osoby na pokładzie, w tym pilota;
  • Koszty muszą być podzielone tak, żeby pilot nie miał żadnego zysku – tylko przykładowo zwrot ¾ kosztów bezpośrednich.

Dodatkowo, jeżeli ogłaszasz swój lot i szukasz publicznie pasażerów, to nawet jeżeli ich nie znajdziesz – lot powinien się odbyć. Wyjaśnię dlaczego na końcu wpisu.

Korzyści flight sharingu

Pieniądze. Jasne jak słońce. Nie płacisz 2000 zł, a 500 zł za lot (jeżeli znajdziesz 3 pasażerów). Budujesz sobie nalot za niewielką część kosztów, jakie ponosiłbyś, latając samotnie.

Mniej biurokracji. Nie musisz starać się o uzyskanie certyfikatu AOC, koncesji, certyfikatu CAMO, a przede wszystkim nie musisz utrzymywać tej organizacji. Odpadają Ci koszty nadzoru, wynagradzania pracowników, co ma znaczenie, jeżeli latasz niezbyt często. Inaczej – jeżeli nie latasz często z pasażerami, utrzymywanie tej machiny byłoby bez sensu.

Swoboda. Nie prowadzisz usług, przez co nie musisz biegać za klientem. Lecisz, kiedy chcesz, a może przy okazji ktoś się znajdzie i pokryje część kosztów.

Ryzyka flight sharingu

Poprzez ryzyka rozumiem zarówno flight sharing sam w sobie, jak i nieprawidłowe jego wykorzystywanie.

Kara administracyjna. Jeżeli ULC uzna, że mimo wszystko prowadzisz przewóz lotniczy bez spełnienia wymagań, może nałożyć karę administracyjną min. 40.000,00 zł. Kara jest nakładana w drodze decyzji administracyjnej, więc masz prawo do odwołania się (wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy do ULC), a potem skargi do WSA i NSA. Jeżeli działasz zgodnie z przepisami i masz dobrego prawnika, raczej się wybronisz.

Odszkodowanie za wypadek. Tu już jest gorzej. Jeżeli będziesz miał (odpukać) wypadek, w którym ucierpi pasażer możesz mieć gwarancję, że zakład ubezpieczeń będzie próbował udowodnić, że prowadziłeś przewóz lotniczy i standardowa polisa Cię nie obejmuje. To samo zrobi prawnik poszkodowanego – musisz wiedzieć, że inaczej wygląda odpowiedzialność za szkodę jeżeli lecisz prywatnie (jako flight sharing) a inaczej jako przewoźnik (w ramach działalności gospodarczej, jako przedsiębiorstwo). W pierwszej sytuacji odpowiadasz na zasadzie winy, czyli musisz coś zawalić, żeby sąd obciążył Cię odszkodowaniem. W drugim jest zasada ryzyka – odpowiadasz praktycznie za wszystko, chyba, że szkoda nastąpiła wyłącznie w wyniku działania osoby trzeciej albo siły wyższej. Temat na pracę magisterską, ale najważniejsze – jeżeli sąd uzna, że był to przewóz, na 99% zapłacisz odszkodowanie. A tu wchodzimy w setki tysięcy złotych.

Ryzyko dla pasażera. Na stronie www.timebros.pl mamy podany m.in. nalot pilota. Ale szczerze nie wiem, czy jest on weryfikowany (oczywiście zawsze można poprosić o pokazanie książki pilota, ale czy pasażer o tym wie?). A latanie z pilotem, który dzień wcześniej odebrał PPL, jest pewnym ryzykiem…

Czyli co robić?

Zrobisz, co uważasz, wyżej masz argumenty za jednym i za drugim rozwiązaniem. Jednak decydując na flight sharing, musisz pilnować się z określonymi wymaganiami i nie traktować tego jako tablicy rozkładów lotów. Mnie np. zastanawiają „dowolne terminy” lotów na stronie – wygląda to trochę jak ogłoszenia air-taxi, przez co rośnie ryzyko uznania działalności za przewóz lotniczy.

Jeżeli już zdecydowałeś się na ogłoszenie lotu, leć mimo tego, że nikt się na niego nie znalazł. Robisz to dla ochrony własnego interesu – jeżeli dojdzie do procesu o odszkodowanie, to będą stosowane różne chwyty, żeby udowodnić Ci, że prowadzisz przewóz lotniczy (jak pisałem po prostu łatwiej wtedy dostać odszkodowanie). A takim dowodem będzie np. ogłoszenie lotu i jego niewykonanie (oczywiście nie raz, a np 10 razy w miesiącu) albo ogłaszanie się na dowolny termin. Pamiętaj, że w internecie nic nie ginie i możesz sobie zaszkodzić takimi działaniami.

Dla bezpieczeństwa dobrze jest prowadzić prosty rejestr, który obejmuje cenę paliwa w dniu lotu, cenę wynajmu samolotu, opłaty lotniskowe, liczbę pasażerów i kwotę, jaką płacą – pomoże Ci to w ewentualnym bronieniu swojego stanowiska, że nie zarobiłeś na locie.

Mówiąc wprost – flight sharing jest świetnym pomysłem na obniżenie kosztów podróży a nie na zarobek. Oczywiście możliwe są pewne odchylenia, ale wszystko w granicach rozsądku. Jeżeli masz aspiracje do zarabiania na lataniu, to nie tędy droga. Znalazłem też serwis www.skyuber.com, więc widać, że temat działa w UE i ma potencjał rozwoju.

Na koniec polecam artykuł, jak to wygląda w USA – ciekawe spostrzeżenia FAA.

You may also like...